Autor o przepisie
Pikantna zupa z łososiem na mleku kokosowym i czerwonej paście curry to jedno z tych dań, które robią wrażenie już po pierwszej łyżce. Aromatyczna, kremowa, a jednocześnie lekka, bo opiera się na rybie, warzywach i delikatnym makaronie z brązowego ryżu. Smakuje jak domowa wersja azjatyckiej zupy curry, tylko bardziej „po mojemu” – z większą ilością warzyw i z łososiem, który w takim towarzystwie wychodzi soczysty i maślany. 🔥.
W tej zupie lubię szczególnie to, jak pięknie łączą się smaki: słodycz mleka kokosowego, głęboki aromat czerwonej pasty curry, świeżość limonki i chrupkość pak choi. Jeśli szukasz pomysłu na rozgrzewającą zupę na obiad, szybki obiad po pracy albo coś „wow” na weekend, to ten przepis sprawdza się świetnie. Jest też bardzo wdzięczny, bo możesz dorzucić ulubione warzywa i dopasować ostrość do domowników.
U mnie ta zupa ma już status przepisu pewniaka, bo dopracowywałam ją kilka razy, aż osiągnęłam idealną równowagę między ostrością a kremowością. Pierwszy raz zrobiłam ją w chłodny, deszczowy wieczór, kiedy miałam ochotę na coś naprawdę rozgrzewającego, ale bez ciężkości śmietanowych zup. Od tamtej pory regularnie wraca na mój stół, a rodzina prosi o dokładkę szybciej, niż zdążę postawić garnek na podkładce. 🤤.
To danie jest także świetnym przykładem, jak w domowych warunkach gotować „profesjonalnie”, bez nadęcia. Kluczem jest kolejność pracy, krótki czas gotowania łososia i odpowiednie potraktowanie mleka kokosowego, żeby zupa była aksamitna, a nie zwarzona. Przepis jest przeze mnie przetestowany w różnych wariantach, a sam pomysł na kokosowe curry w naszej rodzinie funkcjonuje od lat – zmieniały się dodatki, ale zasada rozgrzewającej, aromatycznej bazy została ta sama.
Reklama
Wskazówki dotyczące gotowania
- Łososia kroję w równe, dość duże kawałki, bo wtedy nie rozpada się w zupie i zostaje soczysty.
- Czerwoną pastę curry zawsze podsmażam krótko na tłuszczu, bo dopiero wtedy uwalnia pełny aromat przypraw.
- Mleka kokosowego nie doprowadzam do gwałtownego wrzenia, tylko utrzymuję delikatne „mruganie”, żeby zupa była gładka i kremowa.
- Makaron z brązowego ryżu często gotuję osobno lub zalewam wrzątkiem w misce, bo w garnku szybko chłonie płyn i zupa gęstnieje.
- Pak choi dodaję pod koniec, żeby zachował świeżość, kolor i lekką chrupkość.
- Smak dopinam na końcu sokiem z limonki i sosem rybnym, bo to one robią wrażenie „jak z tajskiej knajpki”.
- Ostrość kontroluję stopniowo, bo różne pasty curry potrafią mieć zupełnie inną moc.