Autor o przepisie
Szynka pieczona w plastrach to jeden z tych klasycznych obiadów, które pachną domem, spokojną niedzielą i dobrze doprawionym sosem pieczeniowym. W tej wersji mięso wychodzi soczyste, miękkie i otulone gęstym, lekko paprykowym sosem, a dodatki robią pełną robotę: ziemniaki z cebulką, chrupiąca surówka z kapusty kiszonej oraz ogórki kiszone, które przełamują tłustość i dodają świeżej kwasowości. To zestaw bardzo polski, prosty, a jednocześnie niezwykle „konkretny” na zimniejsze dni. 😊
Ten przepis mam dopracowany od lat, bo w moim domu pieczeń z szynki pojawiała się regularnie, zwłaszcza wtedy, gdy trzeba było nakarmić całą rodzinę bez stresu. Z czasem zaczęłam kroić mięso w plastry już przed pieczeniem i prowadzić je w sosie, bo daje to większą kontrolę nad soczystością i sprawia, że nawet chudsza szynka nie robi się sucha. Receptura jest rodzinna, wielokrotnie przeze mnie testowana, a proporcje przypraw ustalone tak, żeby sos był wyrazisty, ale nie dominował mięsa.
W praktyce to świetny obiad „do powtórki” również następnego dnia: plastry w sosie dają się idealnie odgrzać, nie tracą struktury, a smaki jeszcze się układają. Jeśli lubisz tradycyjne, domowe gotowanie i zależy Ci na pewnym rezultacie, ta szynka pieczona z ziemniakami naprawdę się sprawdza.
Reklama
Wskazówki dotyczące gotowania
- Mięso w plastrach układam warstwami i zawsze lekko je „smaruję” sosem między warstwami, dzięki czemu całość piecze się równiej i nie wysycha.
- Szynkę wyjmuję z lodówki 20 minut przed obróbką, bo w temperaturze pokojowej piecze się stabilniej.
- Cebulę do sosu kroję drobno i podsmażam do zeszklenia, nie do przypalenia, bo gorycz szybko psuje smak sosu.
- Do zagęszczania wybieram mąkę pszenną albo skrobię ziemniaczaną, ale zawsze najpierw robię zawiesinę w zimnym płynie, żeby nie powstały grudki.
- Pod koniec pieczenia kontroluję ilość płynu w naczyniu i w razie potrzeby dolewam trochę bulionu, aby sos pozostał aksamitny.
- Ziemniaki solę dopiero, gdy woda zacznie wrzeć, bo wtedy smak rozkłada się równomiernie w miąższu.
- Kapusty kiszonej nie płuczę „z automatu”, tylko próbuję, bo poziom kwasowości bywa bardzo różny w zależności od producenta.